Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2015

Odcinek 34: dlaczego nie znoszę kupować butów?


Nie znoszę chodzić na zakupy i nie jest to żadna tajemnica. Jak tylko mogę staram się ratować swoje skołatane nerwy, tak oto w celu uniknięcia napadów paniki i agresji oraz bez zbędnych wyrzutów sumienia, z lubością oddaję się zakupom internetowym. Z internetu pochodzą więc wszelakie części mojej garderoby - od sukienek przez swetry, aż po seksowną bieliznę i trampki. Generalnie mogłabym niemal zupełnie obyć się bez wizyt w sklepach stacjonarnych, centrach komercji i molochach handlu... Mogłabym, ale niestety raz na jakiś czas zdarzają się takie sytuacje, kiedy jakaś rzecz potrzebna jest na cito, na już i na dziś. 

Tylko nie wiem dlaczego akurat najczęściej są to...
...buty.
Bo w starych właśnie zrobiła się dziura na palcu i nie wystarczy już założyć czarnych skarpetek, by pozostała niezauważona. Bo niespodziewanie do Polski napłynęła fala upałów, a Ty wciąż pomykasz w kozakach. Bo jutro randka, a jedyne obuwie w jakim ewentualnie możesz wystąpić to skórzane kierpce przywiezione pięć lat temu z Białki Tatrzańskiej. 

Powodów jest wiele. Rozwiązanie tylko jedno. 

Tak oto lądujesz przed przeszklonymi automatycznymi drzwiami i jak mantrę powtarzasz pod nosem: 
Tylko jeden sklep. Góra dwa. 
Po czwartym orientujesz się, że coś poszło nie tak. Po siódmym już wiesz, że jesteś skazana na porażkę. Ale brniesz w to dalej, łudząc się, że to na pewno na projektantów tej o s t a t n i e j marki z o s t a t n i e g o sklepu za o s t a t n i m zakrętem spłynęło objawienie, które pozwoliło im stworzyć właśnie taki model obuwia, o którym marzysz. Albo chociaż takie, w których ewentualnie mogłabyś zgodzić się wyjść na ulicę. Po dwudziestym odwiedzonym przybytku Twoje wymagania znacznie spadają, rosną za to ceny. Zamiast pary balerinek za pięćdziesiąt złotych, po powrocie do domu możesz znaleźć w pudełku kalosze za pięćset. Ale przynajmniej c o ś kupiłaś. 

Inna rzecz, że mniej więcej w połowie tej mozolnej wędrówki dotrze do Ciebie, że...
Te idealne i wyśnione buty istnieją tylko w Twojej głowie.
Tak jak białe myszki, wyimaginowani przyjaciele i anioł stróż. Bardzo mi przykro, nie wymyślono jeszcze lekarstwa na głupią nadzieję i wybujałą wyobraźnię. Niestety, Twoje rozczarowanie może być jeszcze większe... Pozwól, że wyjaśnię na przykładzie:

Wymarzyłaś sobie srebrne espadryle? Tak. Srebrne. Nie złote, nie cekinowe i nie z rybią łuską. Po prostu srebrne. Espadryle. Nie mokasyny, nie sandały i nie baleriny. Zwykłe espadryle. Brzmi to całkiem rozsądnie, są pewne matematyczne szanse, że coś takiego już zostało gdzieś na świecie wymyślone. Prawdopodobnie w Chinach, bo tam też od razu zostało uszyte. I chyba niestety już tam zostało, bo w odwiedzanych przez Ciebie sklepach nigdy o takich cudach nie słyszeli. Ale co jest tą kroplą, która przelewa czarę goryczy? Mianowicie w owych sklepach aż mieni się od wszelkiego rodzaju srebrnego obuwia. Srebrnego.W tychże samych sklepach pełno jest też różnokolorowych espadryli. Espadryli. Wiecie tylko jakich nie ma? 

Hehe. Właśnie tak, zgadliście. 

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...
W pewnym momencie już sama nie pamiętasz, po co przyszłaś do tej dziwnej przeszklonej hali (fajnie, że chociaż klimatyzowanej, dzięki!) pełnej niesympatycznych ludzi. Ledwo widzisz na oczy, słaniasz się na nogach. Jesteś już lekko podłamana, ale wciąż żyjesz nadzieją, że a nuż za tym zakrętem. Że a nuż w tym sklepie.

Już nie patrzysz na szyldy, jednak po zapachu orientujesz się, że właśnie nawiedziłaś dość ekskluzywny sklep z galanterią skórzaną. Beznamiętnie omiatasz półki wzrokiem... Ej! Tam się coś błyszczy, chyba na srebrno.
One tam są...
... szepczesz ze łzami i w oczach i wybiegasz im na spotkanie. Bo są. Wprawdzie trochę inny odcień niż ten wymarzony, noski trochę za szerokie i podeszwa za wysoka... Ale są! Z namaszczeniem bierzesz je do ręki, podnosisz, odwracasz podeszwą do siebie... i zamierasz...
...gdyż są dziesięć razy droższe niż byłabyś w stanie za nie zapłacić.
Wychodzisz zdruzgotana, lecz z silnym postanowieniem, że w takim razie kupisz c o ko l w i e k. Prawdopodobnie będą to trampki typu cichobiegi z sieciówki za cztery dyszki. I co z tego, że po dwóch tygodniach będzie je czuć spaloną oponą, zdechłą myszą i piwnicą Twojej babci. Przynajmniej c o ś kupiłaś.

I nie będzie Ci szkoda ich wyrzucić jak znowu na palcu zrobi się dziura albo pęknie podeszwa. 

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 32: wszyscy jesteśmy m a s o c h i s t a m i

Masochistic Piñata. 
Mnie śmieszy.
Scenka rodzajowa:

Stoimy z Sympatycznym w korytarzu mego rodzinnego domu, szykujemy się do wyjścia. Właściwie to już wychodzimy, bo właśnie zakładamy buty. Zerkam na niego z ukosa, kontroluję czy już. Już. To znaczy niby już, bo niby gotowy, ale jakoś tak patrzy na mnie spode łba jakbym mu dała szlaban na Ligę Mistrzów.
- Co jest? - pytam z nadzieją, że akurat po prostu mina zawiesiła mu się na chwilę w trybie ''albo-stąd-wyjdę-albo-się-porzygam".
Otrząsnął się lekko. Mina przechodzi w tryb "jestem-niewinny-proszę-nie-krzyczeć".
- Nie no, nic przecież. 
Nie ze mną te numery, cwaniaczku.
- No weź, powiedz i wychodzimy. 
Chwilę jeszcze negocjuje, kręci nosem i sam też coś kręci. Zaczynam się bać, w myślach przeprowadzam szybką analizę, czy aby na pewno czegoś nie zbroiłam? Nie no, bez jaj.
- Nie lubię tych butów.
Analizuję co usłyszałam. Generalnie nie mam problemów z rozumieniem ojczystego języka, ale teraz zanim ja zaczaję i zdążę zadać serię pytań pomocniczych, to on już pospieszy z wyjaśnieniem.
- Są brzydkie, nie podobają mi się w ogóle, ale mniejsza z tym. Najgorzej, że ciągle robią Ci krzywdę.
Zamarłam. Chciałam zaprotestować, ale nie dalej niż 10 minut wcześniej obklejałam piętki plastrami na pęcherze. Z kolei nie dalej niż 3 dni wcześniej klęłam siarczyście i przysięgałam, że nigdy więcej ich nie założę.

Tak oto mam wątpliwą przyjemność przedstawić Państwu Buty Udręki.

Prawdopodobnie każdy z nas ma w swojej szafie chociaż jedne takie buty. No dobra, może nie każdy, bo ostatnio kolega ze studiów ogromnie zdziwił się, gdy powiedziałam, że na pewne zbliżające się wesele marzą mi się w y g o d n e buty. Popatrzył na mnie podejrzliwie i spytał:
- A to nie wszystkie buty są wygodne?! 
No cóż, nie wygląda raczej na faceta, który kiedykolwiek miał na nogach szpilki, więc rozumiem, że ta informacja mogła nim wstrząsnąć. Prawda jest jednak brutalna - im buty piękniejsze tym większa szansa, że co najwyżej można w nich stać albo siedzieć. I to też nie dłużej niż dwie godzinki. Być może producentom ta nasza niewygoda nawet się opłaca - wzrasta wówczas szansa, że klientka do pary nowiuśkich przepięknych szpilek przezornie zakupi w tym samym sklepie jeszcze parę balerinek. A jak baleriny również okażą się mordercze to może wróci jeszcze po trampki.

Jednak nieważne ile cierpienia przysporzyły Ci owe buty, gdy ostatnio miałaś je na nogach, prędzej czy później i tak założysz je ponownie. Albo będziesz musiała, bo to taka okazja i wypada, albo będziesz chciała, bo dla piękności trzeba czasami pocierpieć, albo będziesz się łudziła, że na pewno już je rozchodziłaś i tym razem na pewno Cię nie skrzywdzą. Chociaż w głębi duszy wiesz, że wcale nie będzie inaczej niż zwykle i znowu wrócisz do domu na bosaka albo w pożyczonych kapciach.

Nie raz usłyszysz jeszcze: Naprawdę nie rozumiem po co je nosisz! 
I wzruszysz ramionami, bo też nie rozumiesz.
Czyż nie jest to masochizm w najczystszej postaci? 
 A no jest. I co lepsze jest jeszcze wiele innych bardzo codziennych spraw, które regularnie budzą w każdym z nas małego masochistę.

Są na przykład takie myśli... Myśli Terrorystki. Czasami dotyczą spraw ważnych, czasami zwykłych bzdetów, a bywa i tak, że są całkiem urojone. Nieważne jednak jakiego są gabarytu - w chwilach, gdy Cię nachodzą urastają do rangi konfliktu nuklearnego. Co z tego, że jest dobrze, skoro mogłoby być lepiej? A może to kiedyś było lepiej, a teraz wszystko się popsuło? A nawet jeśli jest świetnie to przecież może się popsuć, hę? No właśnie! Nawet nie próbuj się bronić - Myśli Terrorystki są świetnie przygotowane i uzbrojone w cały arsenał irracjonalnych argumentów i bolesnych wspomnień. Wszystko co pomyślisz może zostać użyte przeciwko Tobie.

Ktoś mądry powiedziałby, że nie warto myśleć o rzeczach, na które nie ma się wpływu. Owszem, nie warto. Ale jednak można.

I znowu ktoś Ci powie: Nie wiem dlaczego się tym zadręczasz! 
A Ty westchniesz, bo nie umiesz inaczej.

Czasami ciężko jest orzec, czy pewne zachowania wynikają z czystego masochizmu czy ze zwykłej głupoty. Przecież doskonale zdajesz sobie sprawę, że to piąte piwo może okazać się gwoździem do Twojej trumny; przecież dobrze wiesz, że cały następny dzień będziesz płakać w poduszkę i zaklinać na wszystkie świętości, że to ostatnia taka wpadka w życiu. I co? Zupełnie nic. Właśnie zamówiłeś szóste? O, no pięknie.

A może skusił Cię pierwszy w sezonie upalny dzień i postanowiłaś dać szansę słońcu, oczywiście bez kremu z filtrem, żeby szybciej nabrać kolorków? W sumie ramiona od godziny już palą żywym ogniem i generalnie czujesz się jak skwiercząca skwareczka, ale przecież wytrzymasz. Jeszcze godzinka. No jeszcze pół. Nie ma sprawy, piękna. Miał być złocisty brąz, a wyszła płomienna czerwień? Niebywałe.

A potem ktoś zapyta: I po co Ci to było? 
A Ty przewrócisz oczami pełnymi łez i już będziesz wiedzieć, że zrobisz to jeszcze niejeden raz.
Bo wszyscy tak naprawdę jesteśmy m a s o c h i s t a m i.

poniedziałek, 18 maja 2015

Odcinek 30: Dziewczyno, nie czytaj tej notki!

Och, dziewczyno, nie masz lekkiego życia.

O no proszę, patrzcie jakie przekorne. Miałyście nie czytać. Ale skoro już tu jesteście to może opowiem Wam o co to całe zamieszanie. 

W poprzednim semestrze na zaliczenie pewnego przedmiotu musiałam przeprowadzić wywiad z osobą, która mogła mieć coś ciekawego do powiedzenia na temat lat 60. Wybór padł na moją kochaną babcię (pozdrawiam serdecznie, chociaż nie ma Internetu!), która okazała się całkiem niezłym źródłem informacji o owych czasach. W nawale anegdotek z młodości i wspomnień z prywatek i koncertów moją uwagę zwróciła przede wszystkim jedna myśl: 
Teraz to dopiero macie fajnie: każdy wybiera to co lubi, nikt nikomu nie zabrania i nikt się nie czepia. 
Zdanie to padło w szeroko rozumianym kontekście mody, stylizacji i trendów. Według mojej babci być może lata 60. były w pewnym sensie przełomowe, jednak dopiero teraz doszliśmy do punktu, w którym wszystkie chwyty są dozwolone. 
- Wow - pomyślałam - No kto by pomyślał, że żyjemy w takich cudownie wolnych i tolerancyjnych czasach.
A no pomyślałby tak każdy kto po prostu nie korzysta z Internetu, bo tutaj dopiero zaczyna się cała zabawa. 

Z modą i trendami jest trochę jak z pogodą - każdy lubi co innego i przynajmniej raz w roku przychodzi taki czas, że naprawdę odechciewa się żyć na tej planecie choćby jeden dzień dłużej. Ja tak mam w listopadzie, ale znam też ciekawe przypadki osób, których nic tak nie wpędza w depresję jak 25 stopni Celsjusza i słońce od rana do wieczora. Co kto woli. Nie muszę rozumieć, ale szanuję.
Może z ubraniowymi nowinkami sytuacja nie jest aż tak dramatyczna, bo w przeciwieństwie do pogody, mam (jeszcze) jako taki wpływ na to co na siebie wkładam. Nie mam za to wpływu na to co zakładają na siebie inni. Ja mogę z tym żyć, ale jest wśród nas całkiem spora grupa ludzi, których życiowym celem jest prowadzenie krucjat przeciwko każdemu irytującemu ich trendowi. I druga grupa działająca dokładnie na odwrót.

Tak oto, jak grzyby po deszczu, na różnych portalach wyskakują co raz to nowe grupy, profile i fanpejdże będące luźną wariacją na temat dziewczyno/chłopaku, rób to, nie rób tamtego.
Przeprowadziłam mały eksperyment i wstukałam w fejsbukową wyszukiwarkę hasło "d z i e w c z y n o". Oto najciekawsze wyniki: 

Amatorzy kobiecych wdzięków wykazują niezdrowe zainteresowanie poszczególnymi partiami ciała i apelują: 
Dziewczyno, olej fochy, włóż pończochy
Dziewczyno, pokaż swoje stopy 
Dziewczyno, pierdol jeansy, noś leginsy 
Dziewczyno, po co ci stanik?
Lobby właścicieli sklepów obuwniczych wzywa:
Dziewczyno, noś glany
Dziewczyno, pierdol baleriny, załóż szpilki
Dziewczyno, noś trampki 
Mamy też na sali paru śmieszków...
Dziewczyno, zgól te wąsy!!!
Dziewczyno, ogól bobra 
 ... a także propagatorów sportowego stylu życia:
Dziewczyno, rób przysiady
Dziewczyno, trenuj sztuki walki 
 Nie zabrakło też amatorów mody alternatywnej:
Dziewczyno, jebnij piercing
Dziewczyno, noś dredy
Dziewczyno, miej dziary, tunele i piercing 
 A jeśli głupia myślałaś, że warto się postarać zrealizować te wszystkie postulaty i że przyniesie Ci to jakąś wymierną korzyść, to pewien domorosły Schopenhauer nie pozostawia złudzeń:
Dziewczyno, on już nie wróci. 
Oj, dziewczyno, nie masz łatwego życia. Nie wiem czy właśnie usiadłaś w kącie i płaczesz cichutko nad swoim losem, a może odwrotnie - właśnie uniosłaś się dumą i odwróciłaś się na pięcie. Możesz chcieć zignorować wszystkie powyższe apele, jednak pamiętaj, że społeczność ludzi, którzy mają wobec Ciebie tyle oczekiwań sięga kilkudziesięciu tysięcy osób. Czy właśnie ugięłaś się pod ciężarem spoczywającej na Tobie odpowiedzialności? 

No mam jednak nadzieję, że swój rozum masz i wszystkie powyższe postulaty spływają po Tobie jak po kaczce. Takiej kaczuszce co to chodzi w balerinkach i biedna nie może pojąć, że powinna w szpilkach. Albo takiej bidulce co uparcie chodzi w dżinsach, mimo że 37 tysięcy osób grzecznie prosi, by przebrała się w leginsy. No chyba, że jest gruba. Albo ma obwisłe pośladki. W takim wypadku, gdy założy leginsy narazi się pewnie kolejnym kilkudziesięciu tysiącom internautów. A przecież to ich opinia jest najważniejsza, czyż nie?

Ach, babciu, żebyś Ty to widziała...

Chłopaku, jeśli tu jesteś, nie martw się! Do Ciebie też tysiące internautów mają wiele skarg, wniosków i zażaleń. Ale o tym może kiedy indziej.