Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fejsbuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fejsbuk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2015

Odcinek 30: Dziewczyno, nie czytaj tej notki!

Och, dziewczyno, nie masz lekkiego życia.

O no proszę, patrzcie jakie przekorne. Miałyście nie czytać. Ale skoro już tu jesteście to może opowiem Wam o co to całe zamieszanie. 

W poprzednim semestrze na zaliczenie pewnego przedmiotu musiałam przeprowadzić wywiad z osobą, która mogła mieć coś ciekawego do powiedzenia na temat lat 60. Wybór padł na moją kochaną babcię (pozdrawiam serdecznie, chociaż nie ma Internetu!), która okazała się całkiem niezłym źródłem informacji o owych czasach. W nawale anegdotek z młodości i wspomnień z prywatek i koncertów moją uwagę zwróciła przede wszystkim jedna myśl: 
Teraz to dopiero macie fajnie: każdy wybiera to co lubi, nikt nikomu nie zabrania i nikt się nie czepia. 
Zdanie to padło w szeroko rozumianym kontekście mody, stylizacji i trendów. Według mojej babci być może lata 60. były w pewnym sensie przełomowe, jednak dopiero teraz doszliśmy do punktu, w którym wszystkie chwyty są dozwolone
- Wow - pomyślałam - No kto by pomyślał, że żyjemy w takich cudownie wolnych i tolerancyjnych czasach.
A no pomyślałby tak każdy kto po prostu nie korzysta z Internetu, bo tutaj dopiero zaczyna się cała zabawa. 

Z modą i trendami jest trochę jak z pogodą - każdy lubi co innego i przynajmniej raz w roku przychodzi taki czas, że naprawdę odechciewa się żyć na tej planecie choćby jeden dzień dłużej. Ja tak mam w listopadzie, ale znam też ciekawe przypadki osób, których nic tak nie wpędza w depresję jak 25 stopni Celsjusza i słońce od rana do wieczora. Co kto woli. Nie muszę rozumieć, ale szanuję.
Może z ubraniowymi nowinkami sytuacja nie jest aż tak dramatyczna, bo w przeciwieństwie do pogody, mam (jeszcze) jako taki wpływ na to co na siebie wkładam. Nie mam za to wpływu na to co zakładają na siebie inni. Ja mogę z tym żyć, ale jest wśród nas całkiem spora grupa ludzi, których życiowym celem jest prowadzenie krucjat przeciwko każdemu irytującemu ich trendowi. I druga grupa działająca dokładnie na odwrót.

Tak oto, jak grzyby po deszczu, na różnych portalach wyskakują co raz to nowe grupy, profile i fanpejdże będące luźną wariacją na temat dziewczyno/chłopaku, rób to, nie rób tamtego.
Przeprowadziłam mały eksperyment i wstukałam w fejsbukową wyszukiwarkę hasło "d z i e w c z y n o". Oto najciekawsze wyniki: 

Amatorzy kobiecych wdzięków wykazują niezdrowe zainteresowanie poszczególnymi partiami ciała i apelują: 
Dziewczyno, olej fochy, włóż pończochy
Dziewczyno, pokaż swoje stopy 
Dziewczyno, pierdol jeansy, noś leginsy 
Dziewczyno, po co ci stanik?
Lobby właścicieli sklepów obuwniczych wzywa:
Dziewczyno, noś glany
Dziewczyno, pierdol baleriny, załóż szpilki
Dziewczyno, noś trampki 
Mamy też na sali paru śmieszków...
Dziewczyno, zgól te wąsy!!!
Dziewczyno, ogól bobra 
 ... a także propagatorów sportowego stylu życia:
Dziewczyno, rób przysiady
Dziewczyno, trenuj sztuki walki 
 Nie zabrakło też amatorów mody alternatywnej:
Dziewczyno, jebnij piercing
Dziewczyno, noś dredy
Dziewczyno, miej dziary, tunele i piercing 
 A jeśli głupia myślałaś, że warto się postarać zrealizować te wszystkie postulaty i że przyniesie Ci to jakąś wymierną korzyść, to pewien domorosły Schopenhauer nie pozostawia złudzeń:
Dziewczyno, on już nie wróci. 
Oj, dziewczyno, nie masz łatwego życia. Nie wiem czy właśnie usiadłaś w kącie i płaczesz cichutko nad swoim losem, a może odwrotnie - właśnie uniosłaś się dumą i odwróciłaś się na pięcie. Możesz chcieć zignorować wszystkie powyższe apele, jednak pamiętaj, że społeczność ludzi, którzy mają wobec Ciebie tyle oczekiwań sięga kilkudziesięciu tysięcy osób. Czy właśnie ugięłaś się pod ciężarem spoczywającej na Tobie odpowiedzialności? 

No mam jednak nadzieję, że swój rozum masz i wszystkie powyższe postulaty spływają po Tobie jak po kaczce. Takiej kaczuszce co to chodzi w balerinkach i biedna nie może pojąć, że powinna w szpilkach. Albo takiej bidulce co uparcie chodzi w dżinsach, mimo że 37 tysięcy osób grzecznie prosi, by przebrała się w leginsy. No chyba, że jest gruba. Albo ma obwisłe pośladki. W takim wypadku, gdy założy leginsy narazi się pewnie kolejnym kilkudziesięciu tysiącom internautów. A przecież to ich opinia jest najważniejsza, czyż nie?

Ach, babciu, żebyś Ty to widziała...

Chłopaku, jeśli tu jesteś, nie martw się! Do Ciebie też tysiące internautów mają wiele skarg, wniosków i zażaleń. Ale o tym może kiedy indziej. 

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 23: fejsbukowe czystki, czyli dlaczego prędzej czy później wyrzucę Cię ze znajomych

Z portalami społecznościowymi (zwłaszcza tymi, których pierwotnym celem jest tworzenie swojej własnej kolekcji znajomych) jest trochę jak z szufladą, do której odruchowo wrzucasz wszystko, bo jest najbardziej pod ręką. W tejże szufladzie trzymasz świadectwo z szóstej klasy, ulotkę, którą rano ktoś wcisnął Ci przy wejściu do metra i opaskę z Open'era 2013. Z kolei w tej wirtualnej szufladzie wśród fejsbukowych znajomych znaleźli się koleżanka z podstawówki, przypadkowy chłopak poznany na imprezie i Twoje dwie najlepsze przyjaciółki. W ten właśnie sposób, kroczek po kroczku, dorzucasz do swojej szuflady coraz to nowe przedmioty i osoby. W pewnym momencie szuflada przestaje się domykać, a z wnętrza zaczyna wydobywać się jakiś podejrzanie przykry zapach. Tak już z szufladami bywa, że raz na jakiś czas należy przeprowadzać w nich inwentaryzację

Osobiście potrzebę odgruzowania listy swoich znajomych odczuwam mniej więcej raz w roku. Czasami rzadziej, czasami częściej. Jest to zależne od wielu czynników - począwszy od tego, czy aktualny stan fejsbukowego licznika zaczyna mnie już niepokoić, a skończywszy na tym, czy akurat ktoś wyjątkowo zalazł mi za skórę i nie mam ochoty słyszeć więcej o jego istnieniu (choć to nieco dziecinne, bądź co bądź). 

Chcesz wiedzieć kto znajdzie się na moim celowniku przy okazji kolejnej fejsbukowej czystki? Proszę bardzo, czytaj dalej. I nie mów, że nie ostrzegałam.

Chwila grozy i ulotnej satysfakcji. 
Pytasz dlaczego prędzej czy później wyrzucę Cię z grona swoich internetowych znajomych? Odpowiadam! 

Bo zawsze (przez całą podstawówkę/gimnazjum/liceum/studia: zaznacz poprawną odpowiedź) coś bardzo uwierało Cię między pośladkami. Nie wnikam czy były to fikuśne stringi, czopki czy zwykły podły charakter. A może po prostu były to klasyczne muchy w nosie? Nieistotne. Jak tylko przestaniemy widywać się na co dzień, z nieukrywaną przyjemnością wcisnę ten magiczny przycisk i raz na zawsze pozbędę się wspomnienia o Tobie. Nie lubię Cię, pewnie ze wzajemnością, więc nie ma po co udawać, że jest inaczej. Życzę Ci jak najlepiej, ale idź obnosić się swoim kijem w dupie gdzie indziej. 

Bo prowadzisz nieustającą akcję propagandowo-ideologiczną na swojej fejsbukowej tablicy lub (co gorsza) zasypujesz innych ludzi prywatnymi wiadomościami o wysoce nieneutralnej i niepożądanej treści. Jeśli powiedziałam raz, że nie, nie chcę porozmawiać o Bogu to możesz uznać, że taki stan rzeczy będzie utrzymywał się co najmniej do 2070 roku włącznie. Nie zostanę korwinistką ani działaczką SLD. Nie zapiszę się do ruchu antyaborcyjnego i nie pojadę z Tobą przywiązywać się do drzew w Dolinie Rospudy. Jeśli w mojej skali uciążliwości jesteś gdzieś mniej więcej w połowie, prawdopodobnie zablokuję tylko powiadomienia od Ciebie. Jeśli wyżej... Sam rozumiesz, idź sobie agitować gdzie indziej. 

Bo nigdy nie zamieniliśmy słowa i właściwie nie za bardzo wiem, skąd wziąłeś się w gronie moich znajomych. Czy nasza wirtualna więź to wynik zaćmienia słońca, awarii systemu czy nieopatrznego kliknięcia? 

Bo wprawdzie chodziłyśmy kiedyś do jednej szkoły, nawet pamiętam kod do Twojej klatki i imię Twojej babci, ale już siedemnasty raz w tym kwartale nie odpowiedziałaś na cześć i generalnie dobrze wychodzi nam udawanie, że się nie znamy. Chodźmy na całość, na fejsbuku niech też nas już nic nie łączy.

Bo miałam zły dzień i po prostu musiałam. Jakkolwiek żałośnie to nie brzmi. Po prostu padło na Ciebie, mam nadzieję, że nie będziesz tęsknić. Zawsze możesz spróbować zaprosić mnie jeszcze raz, a nuż trafisz na lepszy moment! 

A wiesz dlaczego Cię NIE usunę? 
Bo co raz częściej nie pamiętam nazwisk starych znajomych, nie mówiąc już o twarzach, więc jeszcze nie raz fejsbukowe powiązania pomogą odświeżyć mi pamięć.
Bo wygląda na to, że znajomość z Tobą może mi się jeszcze na coś w życiu przydać i wyrwać z niejednej opresji. 
Bo jestem wstrętną wścibską Kluchą i lubię podglądać ludzi. Nawet tych, których nie lubię.