Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 24: czas pozmywać, czyli psychotest nad zlewem

Olśnienie może spłynąć na Ciebie w najmniej oczekiwanym momencie; Archimedesowi przydarzyło się ono podobno w łazience, gdy brał kąpiel, natomiast mnie dopadło w kuchni, kiedy to usiłowałam zmusić się do zneutralizowania sterty brudnych naczyń leżących w zlewie. 

Nie cierpię zmywać; naprawdę nie znoszę. Wiem, że obowiązki domowe właśnie dlatego są obowiązkami, gdyż w innym wypadku niemal nikt by się za nie zabrał. Ale wśród wszystkich zadań, które nakłada na Ciebie (mniej lub bardziej samodzielne) prowadzenie gospodarstwa domowego, zmywanie naczyń jest tym, czym przy gotowaniu jest krojenie cebuli. Niby wiesz, że to konieczne i efekt końcowy będzie nawet przyjemny, ale wciąż niewykluczone, że w trakcie nie raz z oka poleci Ci łezka i zapragniesz się poddać. Tak czy siak, zmywania nie lubię i gdybym tylko miała z kim negocjować, to z pewnością przehandlowywałabym tydzień zmywania za odkurzanie i umycie okien albo zmywanie w weekendy za regularne pranie. 

Czarno-białe, bo smutek.
Nad stertą brudnych naczyń usiadłam i płakałam.
Nie raz i nie dwa myślałam o zmywarce. Można powiedzieć, że skrycie marzę o niej aż po dziś dzień. Niestety jestem tylko ubogą studentką dorabiającą od czasu do czasu na umowie-zleceniu, na dodatek zamieszkującą skromną kawalerkę. Co w tym złego? Zupełnie nic, to naprawdę przyjemny okres w życiu, polecam wszystkim. Problem jest tylko taki, że na zmywarkę nie starczy mi ani pieniędzy, ani tym bardziej miejsca. A najgorzej, że zmywarce raz na jakiś czas zdarza się czegoś nie domyć, więc gdybym miała jeszcze po niej poprawiać...*zgrzyta zębami* Dość szybko mogłoby się okazać, że nie ma tu miejsca dla nas dwóch i któraś musiałaby się wyprowadzić.

Wróćmy jednak do wspomnianego wcześniej olśnienia, gdyż moja osobista niechęć do zmywania to dopiero początek. Pół żartem, pół serio zapytałam Was na fejsbuku, co Was popycha do zmywania. Czy macie z góry ustalony plan dnia, w którym zmywanie znajduje się na specjalnym miejscu? Czy robicie to regularnie, bo tak trzeba i tak Was nauczono w domu/ w wojsku/ na obozie harcerskim? Czy odkładacie tę czynność tak długo jak się da, aż po prostu nie macie wyjścia i musicie się za to zabrać? 

Wyniki tej małej sondy okazały się kompletnie niewiarygodne i niemiarodajne (bo takie właśnie musiały się okazać) za to doszłam do wniosku, że mało co tak dużo mówi o Twojej osobowości jak Twoje podejście do zmywania naczyń.

Najprostszy przykład jaki przychodzi mi w tej chwili do głowy to zmywanie naczyń a studia i wychodzi na to, że niewiele się obie te sprawy różnią.

Mój system zmywania naczyń to zdecydowanie model odkładam wszystko do zlewu, trochę zalewam wodą, żeby nie zaschło, a pozmywam jak już nie będę miała na czym zjeść ani z czego wypić. Największą zaletą tego systemu jest to, że zmywam raz a porządnie; dodatkowo żadne naczynia nie czują się uprzywilejowane i żadne nie są też pomijane, gdyż korzystam z tych, które aktualnie (jeszcze) są czyste. Największą wadą jest z kolei fakt, iż czasami, wcześniej niż brak kubka na kawę, do zmywania zmusza się mnie przykry zapach wydobywający się ze zlewu. No i gąbka zdecydowanie zbyt często ląduje na samym dnie. Jak to się ma do mojej kariery uniwersyteckiej? Ależ proszę bardzo, już tłumaczę. 

Mój system studiowania to również typ odkładam wszystko na później, cały semestr unikam wszelkiej aktywności intelektualnej i regeneruję siły po to, aby w sesji umrzeć przygnieciona nadmiarem zaległości. Zalety są takie, że przez większą część semestru mam czas i siłę na o wiele przyjemniejsze i pożyteczniejsze rzeczy niż ślęczenie nad książkami. Z kolei do wad zaliczamy nagłe uczucie paniki tuż przed egzaminem, deficyt snu i lekkie wyrzuty sumienia. Ale naprawdę tylko lekkie, bo ostatecznie i tak wychodzę na plus, a wyspać się też jeszcze zdążę. 

Jeśli jesteś tym człowiekiem, który od pierwszych zajęć zna sylabus na pamięć i już w październiku zaczyna przygotowania do czerwcowego egzaminu, prawdopodobnie w Twoim zlewie nie uświadczysz nawet jednej małej brudnej łyżeczki, gdyż zmywasz i uczysz się zawsze na bieżąco, czego nawet trochę Ci zazdroszczę. 
Jeśli nieobce są Ci dojrzewające w Twoim zlewie nowe formy życia, czasami nawet z zaciekawieniem podglądasz co u nich słychać i nadajesz im imiona, to wielce prawdopodobne, iż masz w sobie coś z szalonego naukowca lub niezrozumianego artysty.
A jeśli problem zmywania praktycznie Cię nie dotyczy, bo masz zmywarkę albo partnera/partnerkę skorych do wykonywania takiej domowej czynności, wtedy prawdopodobnie oznacza to, że czasy edukacji masz już dawno za sobą, za to całkiem dobrze układa Ci się życie i oby tak dalej!

Co więcej mogę powiedzieć? Tylko tyle, że radzę trzy razy się zastanowić zanim kupicie najtańszy płyn do mycia naczyń ze Stonki wraz z promocyjnym zestawem kolorowych gąbeczek. Płyn się nie pieni, gąbeczki w wyniku kontaktu z wodą robią się całkiem płaskie, a zmywanie trwa dwa razy dłużej. A chyba chodzi o to, by jak najszybciej się z nim uporać, czyż nie? 

piątek, 17 kwietnia 2015

Rozdział 23: fejsbukowe czystki, czyli dlaczego prędzej czy później wyrzucę Cię ze znajomych

Z portalami społecznościowymi (zwłaszcza tymi, których pierwotnym celem jest tworzenie swojej własnej kolekcji znajomych) jest trochę jak z szufladą, do której odruchowo wrzucasz wszystko, bo jest najbardziej pod ręką. W tejże szufladzie trzymasz świadectwo z szóstej klasy, ulotkę, którą rano ktoś wcisnął Ci przy wejściu do metra i opaskę z Open'era 2013. Z kolei w tej wirtualnej szufladzie wśród fejsbukowych znajomych znaleźli się koleżanka z podstawówki, przypadkowy chłopak poznany na imprezie i Twoje dwie najlepsze przyjaciółki. W ten właśnie sposób, kroczek po kroczku, dorzucasz do swojej szuflady coraz to nowe przedmioty i osoby. W pewnym momencie szuflada przestaje się domykać, a z wnętrza zaczyna wydobywać się jakiś podejrzanie przykry zapach. Tak już z szufladami bywa, że raz na jakiś czas należy przeprowadzać w nich inwentaryzację. 

Osobiście potrzebę odgruzowania listy swoich znajomych odczuwam mniej więcej raz w roku. Czasami rzadziej, czasami częściej. Jest to zależne od wielu czynników - począwszy od tego, czy aktualny stan fejsbukowego licznika zaczyna mnie już niepokoić, a skończywszy na tym, czy akurat ktoś wyjątkowo zalazł mi za skórę i nie mam ochoty słyszeć więcej o jego istnieniu (choć to nieco dziecinne, bądź co bądź). 

Chcesz wiedzieć kto znajdzie się na moim celowniku przy okazji kolejnej fejsbukowej czystki? Proszę bardzo, czytaj dalej. I nie mów, że nie ostrzegałam.

Chwila grozy i ulotnej satysfakcji. 
Pytasz dlaczego prędzej czy później wyrzucę Cię z grona swoich internetowych znajomych? Odpowiadam! 

Bo zawsze (przez całą podstawówkę/gimnazjum/liceum/studia: zaznacz poprawną odpowiedź) coś bardzo uwierało Cię między pośladkami. Nie wnikam czy były to fikuśne stringi, czopki czy zwykły podły charakter. A może po prostu były to klasyczne muchy w nosie? Nieistotne. Jak tylko przestaniemy widywać się na co dzień, z nieukrywaną przyjemnością wcisnę ten magiczny przycisk i raz na zawsze pozbędę się wspomnienia o Tobie. Nie lubię Cię, pewnie ze wzajemnością, więc nie ma po co udawać, że jest inaczej. Życzę Ci jak najlepiej, ale idź obnosić się swoim kijem w dupie gdzie indziej. 

Bo prowadzisz nieustającą akcję propagandowo-ideologiczną na swojej fejsbukowej tablicy lub (co gorsza) zasypujesz innych ludzi prywatnymi wiadomościami o wysoce nieneutralnej i niepożądanej treści. Jeśli powiedziałam raz, że nie, nie chcę porozmawiać o Bogu to możesz uznać, że taki stan rzeczy będzie utrzymywał się co najmniej do 2070 roku włącznie. Nie zostanę korwinistką ani działaczką SLD. Nie zapiszę się do ruchu antyaborcyjnego i nie pojadę z Tobą przywiązywać się do drzew w Dolinie Rospudy. Jeśli w mojej skali uciążliwości jesteś gdzieś mniej więcej w połowie, prawdopodobnie zablokuję tylko powiadomienia od Ciebie. Jeśli wyżej... Sam rozumiesz, idź sobie agitować gdzie indziej. 

Bo nigdy nie zamieniliśmy słowa i właściwie nie za bardzo wiem, skąd wziąłeś się w gronie moich znajomych. Czy nasza wirtualna więź to wynik zaćmienia słońca, awarii systemu czy nieopatrznego kliknięcia? 

Bo wprawdzie chodziłyśmy kiedyś do jednej szkoły, nawet pamiętam kod do Twojej klatki i imię Twojej babci, ale już siedemnasty raz w tym kwartale nie odpowiedziałaś na cześć i generalnie dobrze wychodzi nam udawanie, że się nie znamy. Chodźmy na całość, na fejsbuku niech też nas już nic nie łączy.

Bo miałam zły dzień i po prostu musiałam. Jakkolwiek żałośnie to nie brzmi. Po prostu padło na Ciebie, mam nadzieję, że nie będziesz tęsknić. Zawsze możesz spróbować zaprosić mnie jeszcze raz, a nuż trafisz na lepszy moment! 

A wiesz dlaczego Cię NIE usunę? 
Bo co raz częściej nie pamiętam nazwisk starych znajomych, nie mówiąc już o twarzach, więc jeszcze nie raz fejsbukowe powiązania pomogą odświeżyć mi pamięć.
Bo wygląda na to, że znajomość z Tobą może mi się jeszcze na coś w życiu przydać i wyrwać z niejednej opresji. 
Bo jestem wstrętną wścibską Kluchą i lubię podglądać ludzi. Nawet tych, których nie lubię. 

czwartek, 22 stycznia 2015

Odcinek 7: W łóżku czy na podłodze? - lista osobista pozycji...do nauki

Fizjoterapeuci, ortopedzi, związki zawodowe kręgarzy i producenci materaców biją na alarm: Polacy spędzają w pozycji siedzącej średnio ponad 8 godzin dziennie. Dobra wiadomość jest taka, że Brytyjczycy powoli dobijają do 12, więc jeszcze nie przodujemy w tej mało chlubnej statystyce. Gorsza nowina jest z kolei taka, że nieważne ile swoich pensji zainwestujesz w odpowiednio dopasowany fizjo-fotel z funkcją masażu i podgrzewanym siedzeniem... Generalnie bowiem nie istnieje w ogóle coś takiego jak zdrowa pozycja siedząca. Przykro mi. Stary dobry neandertalczyk czy homo sapiens całymi dniami  biegał po lesie i prawdopodobnie dzięki temu nie wiedział co to ból krzyża. Niestety, ja wiem.Wszystko jest okej dopóki mam czas i siłę regularnie ćwiczyć albo gdy pogoda pozwala na małe przechadzki. Ale wiecie, kiedy nie ma ani jednego ani drugiego? #SESJA #zimowa

Pierwszy dzień ślęczenia nad książkami w pozycji siedzącej jest dokładnie taki sam jak pierwsza wyprawa na siłownię  - głupi człowiek, posiedzi/poćwiczy te parę minut za długo, bo myśli, że może, bo jeszcze ma siłę, przetrenowuje się, a skutki odczuwa potem przez najbliższy tydzień. I co tu robić? Jakoś uczyć się trzeba, ale wymaga to nieustannego zmieniania pozycji. 
Masz tak samo? Kończą Ci się pomysły? Ból w lędźwiach doskwiera nie mniej niż nadpobudliwość? Do usług. Oto subiektywny wybór pozycji do zastosowania przed egzaminem/maturą czy nawet kartkówką z przyrody.

Foczka
Pozycja leżąca przodem. Połóż się na brzuchu, notatki lub podręcznik połóż przed sobą w zasięgu wzroku. Nogi wyprostowane lub w powietrzu; można wykonywać nieskoordynowane ruchy w górę i w dół. Oprzyj się na łokciach w taki sposób, by móc kontrolować wysokość położenia klatki piersiowej nad podłożem. Przedramiona i dłonie powinny zachować pełną swobodę ruchów, by móc jednocześnie korzystać z komputera lub przewracać strony. Aby zwiększyć komfort wykonywania tej pozycji, odkurz dywan albo chociaż rozłóż na podłodze koc. Istnieje możliwość wykonywania Foczki na łóżku, ale przed przystąpieniem do nauki upewnij się czy łokcie nie wpadają Ci za bardzo w przerwy między sprężynami (mi wpadają, zła tania wersalka).

Pokorny Sługa 
Uklęknij i usiądź na piętach. Znajdujesz się w pozycji wyjściowej. Na początek możesz oprzeć łokcie na podłodze, tak jak robiłeś to w przypadku Foczki. W ten sposób czytaj i podkreślaj materiały. Gdy będziesz już gotowy, wyciągnij ręce jak najdalej przed siebie, jednocześnie obniżając klatkę piersiową. Powtarzaj w myślach świeżo przyswojoną wiedzę, najlepiej z czołem opartym o podłoże. W chwilach desperacji bij pokłony.

Kowboj/Superman
Pozycja leżąca bokiem. Przyjmij pozycję na dowolnie wybranym boku, materiały umieść w zasięgu przeciwnej ręki, tak aby móc swobodnie je podnosić, by znalazły się w linii wzroku. Jeśli wolisz pozostawić je na podłodze, umieść dłoń zawadiacko na biodrze. Drugą rękę umieść pod głową. Jeśli zegniesz ją w łokciu przyjmujesz pozycję Kowboja. W przypadku ręki wyprostowanej, zakończonej zaciśniętą pięścią, jest to pozycja Supermana.

Jaś Wędrowniczek
Jeżeli nudzi Cię tarzanie się po podłodze i przewracanie z boku na bok, wybierz bardziej aktywną opcję. Wstań i w zależności od wagi książki lub luźnego pliku kartek (bo pożałowałeś na zbindowanie) umieść je przed sobą, używając jednej lub obydwu rąk. Dopuszczalne są podskoki, piruety oraz trucht. Rada: Upewnij się, że współlokatorów albo rodziny nie ma w domu.

Belka Konstrukcyjna
Pozycja leżąca tyłem. Połóż się na plecach i unieś nogi w górę. Znajdź punkt podparcia; najlepsza będzie ściana lub inny duży i nieruchomy obiekt. Nogi mogą być wyprostowane, lekko ugięte lub nawet skrzyżowane. Pod głową można umieścić poduszkę. Ręce w tej pozycji pozostają całkowicie swobodne, więc dowolnie możesz nimi manewrować, tak by podręcznik znalazł się w linii Twojego wzroku i by możliwe było przewracanie stron.

Śpiąca Królewna
Stwórz z kartek z notatkami finezyjne origami w kształcie korony i załóż na głowę. Ewentualnie wsuń wszystkie materiały pod poduszkę i oddaj się Morfeuszowi. Pozycja nie ma znaczenia, po prostu się wyśpij. Dobranoc.
Prawidłowa Belka Konstrukcyjna w wykonaniu Kluchy. Idealna do nauki języków obcych.
Nie musicie dziękować, cała przyjemność po mojej stronie. Oświadczam, że nie odpowiadam za szkody i urazy powstałe w wyniku wypróbowywania opisanych wyżej pozycji. Ale jak macie jakieś własne to chętnie poczytam o nich w komentarzach.